Wiecie, co mnie denerwuje?
Wiele rzeczy. Jednak jedną z tych najbardziej wkurzających są Polacy piszący z innymi Polakami w obcych językach, kiedy nie jest to konieczne. Dobra, możecie mówić, że się czepiam, ale wielokrotnie – głównie za sprawą TwarzoKsiążki – miałem okazję podziwiać takie wyczyny.
Dzisiaj jednak miarka się przebrała. Do tego stopnia, że postanowiłem rozruszać mojego tłumaczeniowego trupkobloga.
Okazało się, że kolega ma urodziny. Od ponad czterech lat mieszka w Japonii (tak, gul śmiga mi niemiłosiernie), więc można było się spodziewać, że dostanie życzenia także po japońsku.
Ba! Są nawet jakieś po koreańsku (ale napisane przez Koreańczyka/Koreankę, więc nie liczy się do tego wpisu).
No ale co mnie zbulwersowało? To:
„幸せな次の誕生日 – I hope google transletes correctly :P”
Szczęśliwych następnych urodzin – translator googlowy dał jakoś radę.
Ale Polak składający życzenia Polakowi po japońsku, z angielskim (kulawym) komentarzem…
Bez komentarza.
Nie wiem czy wiecie, ale w każdym Japończyku zamieszkuje robak. Nie wiadomo, jakiego jest kształtu ani gdzie jest dokładnie. Można go zabić, jednak nie uwalnia to nas od jego obecności – nie wiadomo także, czy zabity robak odżywa, czy na jego miejsce pojawia się nowy. Jeśli tak, to ile ich jest? W dzisiejszym wpisie wspólnie weźmiemy udział w sekcji japońskiego robaka.
Chciałem, aby ten wpis zainicjował serię tekstów w których poddawałbym analizie japońskie idiomy. Wszyscy moi wierni Czytelnicy wiedzą, jak skończyły się moje huczne zapowiedzi częstych aktualizacji, więc może będę częściej wrzucał tu jakieś krótkie pierdółki. Z naciskiem na słowo może.
W niniejszym tekście przeanalizujemy zwroty i wyrazy, w których występuje słowo „robak”, po japońsku „mushi”, pisane znakiem 虫 (a dla zainteresowanych, starsza wersja znaku: 蟲 – tak, dobrze widzicie, trzy robale:).
Dawno temu w Japonii uważano, że w ciele człowieka znajduje się robak, który wywiera wpływ na niego i jego działania. Skąd taki pomysł? Trudno powiedzieć, być może podobne rozterki mielibyśmy podczas ustalania, dlaczego w średniowieczu wierzono, że ból głowy można wyleczyć wiercąc dziurę w czaszce, by zły duch mógł ją opuścić. W każdym razie mamy tego nieszczęsnego robaka, który bawi się naszym humorem i emocjami. Spójrzmy więc, jak Japończycy wyrażają oddziaływanie tego „mushi” słowami.
Każdy patrzy na siebie, każdy chce, żeby to jemu było dobrze. Nie inaczej chce nasz robak.
虫がいい (mushi-ga ii) – By robakowi było dobrze; myślenie o sobie, można by powiedzieć egoistyczne, kosztem komfortu innych osób.
Jak dowiemy się z następnego przykładu, robak może zmienić miejsce swojego pobytu.
虫の居所が悪い (mushi-no idokoro-ga warui) – „Robak jest w złym miejscu”; Kiedy jesteśmy nie w tym miejscu, gdzie chcemy być, często możemy się denerwować – tak jest w tym przypadku; gdy dopadnie nas gniew, wystarczy zwalić winę na intruza zamieszkującego nasze japońskie ciało, żeby wszyscy wokół nam wybaczyli – przecież to nie my, tylko robak się zdenerwował.
Przedmiot naszych badań może nam także wysyłać pewne sygnały.
虫が知らせる (mushi-ga shiraseru) – „Robak doradza”, oraz
虫の知らせ (mushi-no shirase) – „Wiadomość od robaka”; oba stwierdzenia rzucamy wtedy, kiedy mamy przeczucie – o, przepraszam – kiedy robak ma przeczucie, odnośnie tego co może się stać. Najczęściej złe przeczucie. Coś jak szósty zmysł, jednak teraz wiemy, że szóstym zmysłem może być robak.
Znacie chyba to uczucie, kiedy coś wam podpowiada, że kogoś nie lubicie? „Od samego początku mi się nie spodobał”. Pewnie już wiecie, czyja to sprawka!
虫が好かない (mushi-ga sukanai) – „Robakowi to nie pasi”; nie lubimy kogoś, lub czegoś, ot tak, bez powodu. My nie mamy na to wpływu, to robal dyktuje nam z kim się mamy zadawać, a niedługo może się okazać, że nasze życie podporządkuje się właśnie jemu.
Nadejść może jednak kres rządów robaka, a jak inaczej można obalić władcę, niż wbijając mu sztylet prosto w serce?
虫を殺す (mushi-o korosu) – dosłownie „Zabić robaka”; w jaki sposób? Tu już sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak odwdzięczymy się naszemu dobrodziejowi. Zwrot ten tłumaczyć można jako „panować nad sobą”, „trzymać nerwy na wodzy”.
Mordowanie robaków nie musi nieść za sobą samych złych skojarzeń lub negatywnych skutków.
小の虫を殺して、大の虫を助ける (shou-no mushi-o koroshite dai-no mushi-o tasukeru) – „Zabijając małego robaka, ratujesz dużego”; poświęcając coś pozornie niedużego, można zyskać relatywnie wiele.
腹の虫が治まらない (Hara-no mushi-ga osamaranai) – „Robak nie da się udobruchać”; Zdenerwowanego robala nie sposób ugłaskać, żeby się uspokoił, tak jest i w tym przypadku. Stosować, gdy wiemy, że nerwy puściły nam na dobre i mamy ochotę dać komuś po gębie – jeśli będziemy w Japonii i dopuścimy się rękoczynów, zwalimy winę na małego paskudę w naszym ciele.
Kiedy jesteśmy zatroskanymi o los naszej córki rodzicami, którym nie podoba się kandydat na przyszłego zięcia, możemy stwierdzić jedno.
虫が付いた (mushi-ga tsuita) – „Robal się przypałętał”, albo wręcz „przypełzł”! Komentarz jest chyba zbędny, bowiem nawet u nas można komuś wygarnąć od robaków, glist i innych koprofagów.
Dobrze, przyjrzeliśmy się kilku zwrotom, teraz rzućmy okiem na słowa, w których znak 虫 występuje jako część złożenia. Tu właściwie możemy przyjąć zasadę następującą. Podam złożenie zapisane w kanji, czytanie, dosłowne tłumaczenie znaków i znowu zaproponuję zabawę w zgadywanie znaczeń. Te będą na samym końcu wpisu. Zachęcam do spisania swoich typów na kartce, a później podzielenie się swoimi strzałami (bądź wiedzą:) w komentarzach:
1.虫息 – mushiiki – robak + oddech
2.虫歯 – mushiba – robak + ząb
3.水虫 – mizumushi – woda + robak
4.泣き虫 – nakimushi – płakać + robak
5.弱虫 – yowamushi – słaby + robak
6.本食い虫 – honkui mushi – książka + żreć + robak
7.芸の虫 – gei-no mushi – sztuka + robak (właściwie „robak sztuki”)
Zanim podam odpowiedzi, chciałbym zrehabilitować odrobinę naszego robaczka. Otóż według Japończyków, zarówno mężczyzna jak i kobieta mają 恋の虫 (koi-no mushi). My powiemy, że dwoje „miało się ku sobie”, w Kraju Kwitnącej Wiśni zaś „robaczki miłosne” (koi-no mushi) mogą wspólnie się przyciągać, pomagając ludziom dobierać się w pary. Miało wyjść dobrze, a wyszło na to, że nic nie możemy zrobić sami, wszystko przez tego robaka!
A teraz obiecane tłumaczenia, mam tylko nadzieję, że przyłączycie się do wspomnianej wyżej zabawy!
1. Ostatnie tchnienie (tuż przed śmiercią)
2. Próchnica
3. Grzybica
4. Beksa
5. Słabeusz
6. Mol książkowy
7. Amator sztuki
Inspiracją do stworzenia tego wpisu był tekst z pewnej książki, którą przerabiałem na zajęciach na IV roku – tytułu nie pamiętam, poszła do pieca :)
Dobrze jest być autorytetem. Autorytet jest niepodważalny. Nikt nie powie Ci, że źle coś zrobiłeś, że zamiast sarkastycznego „Nie ma za co!” przetłumaczyłeś zwrot na „No już mi tak nie dziękuj!”. Albo, że zamiast „Aso” napisałeś „żyzny krater wulkanu Aso”.
Zaraz… Że jak?
Wydane w 1992 roku „Wiśnie rozkwitłe pośród zimy” to – zgodnie z informacją na okładce – antologia współczesnej poezji japońskiej. Książka liczy niecałe 600 stron, w środku znajdziemy 197 utworów napisanych przez 113 poetów. „Wiśnie” sygnują trzy nazwiska: Kazuko Adachi (tłumaczka z języka polskiego), Tadeusz Śliwiak (poeta i tłumacz, pośród innych zajęć jakimi się parał) oraz Wiesław Kotański (japonista, autor wielu książek i artykułów; zmarły w 2005 roku). Ciekawostką jest fakt, że obok przekładu zobaczyć możemy oryginał. Istna gratka dla japonisty.
Profesor Kotański jest jednym z moich autorytetów japonistycznych. W przypadku „Wiśni” mamy troje współautorów. Wedle słów samego Kotańskiego, pełnił on rolę „pośrednika między Japonką, która wybiera oryginały japońskich wierszy, a polskim poetą, który ma polskiej wersji nadać poetycki charakter”. Patrząc na jego dokonania śmiem twierdzić, że doskonale poradziłby sobie sam. W każdym razie nie rzucam oskarżeń, bowiem kim ja jestem, by to robić? Chcę tylko pokazać wiersz, który mnie zaciekawił.
竹中 郁
観光日本
フジヤマ 売ります
ミヤジマ 売ります
ニッコー 売ります
ニッポン どこでも売ります
ナルト アソ
どうぞ どうぞ お越し下さい
わたし 揉み手をします
わたし 作り笑いします
お金もらいます
お金たくさん たくさん よろしい
ニッポン人 みな自動車買います
ニッポン人 みなライターすき
ニッポン人 みな植木屋上手
ニッポン人 みな時花歌うたいます
みな お辞儀します
みな みな おとなしいです はい
Dosłowne tłumaczenie (moje:)
Takenaku Iku
„Turystyczna Japonia”
Sprzedam Fujiyamę.
Sprzedam Miyajimę.
Sprzedam Nikkō.
Sprzedam każdy kawałek Japonii:
Naruto, Aso…
Wszystko sprzedam.
Proszę, zapraszam, przyjeżdżajcie!
Zacieram ręce.
Udaję, że się uśmiecham.
Dostanę pieniądze.
Proszę o dużo, dużo pieniędzy!
Wszyscy Japończycy kupują samochody.
Wszyscy Japończycy lubią zapalniczki.
Wszyscy Japończycy są świetnymi ogrodnikami.
Wszyscy Japończycy śpiewają przeboje.
Wszyscy się kłaniają.
Wszyscy, wszyscy są bardzo grzeczni. Tak.
Teraz tłumaczenie zamieszczone w książce.
Takenaku Iku
„Japonia w oczach turysty”
Sprzedam górę, którą wy zwiecie Fujiyamą.
Sprzedam wyspę Miyajimę, gdzie czci się nasze stare bogi.
Sprzedam malownicze Nikkō z grobowcami dawnych shōgunów.
Każdy skrawek Japonii sprzedam:
i pieniącą się z hukiem cieśninę Naruto i żyzny krater wulkanu Aso.
Cokolwiek zechcecie, to wam sprzedam.
Tylko proszę przyjechać do nas.
Będę zacierać ręce z ukontentowania,
będę udawać, że uśmiecham się do was,
bo dostanę od was pieniążki;
niech będzie dużo, dużo – jak najwięcej pieniążków!
Wszyscy Japończycy kupują samochody.
Wszyscy Japończycy lubują się w zapalniczkach.
Wszyscy Japończycy są mistrzami ogrodnictwa.
Wszyscy Japończycy śpiewają modne szlagiery.
Wszyscy się nisko kłaniają.
Wszyscy, ale to wszyscy, są tacy ugrzecznieni…
Uwaga!
Jak zatem widzicie, różnice są spore. Nie, moje „tłumaczenie” nie aspiruje do miana bycia poprawnym. Widać, że jest suche i zapewne dla wielu pozostanie niezrozumiałe, dopóki nie przeczyta się wersji książkowej. Każdy wskaże, w czym drugi tekst jest lepszy od pierwszego. A może ktoś ma ochotę wskazać, w czym pierwszy może być lepszy niż drugi? Z chęcią wysłucham Waszych opinii. Pamiętajcie też, że zamieszczam ten tekst jako ciekawostkę. Dla początkujących tłumaczy może być to wskazówką, jak pracują profesjonaliści i zachętą, by nie ograniczały Was ramy oryginalnego tekstu.
Aha, niedługo weźmiemy na warsztat haiku – zobaczycie, jak plastyczny jest język polski w rękach doświadczonych tłumaczy. Pokażę Wam także, jakich „przekładów” potrafią dokonać Anglicy/Amerykanie.
Obiecuję także spotkanie z japońskim robakiem – i to na dniach.
Długo kazałem Wam czekać na kolejny wpis, toż to prawie trzy miesiące minęły. Studia potrafią zabrać chwilę wolnego czasu, a ten blog prowadzę właśnie w jego ramach. W każdym razie obiecuję, że przez wakacje wpisy będą zdecydowanie częstsze (kilka szkiców leży na moim dysku:). Zapraszam do czytania!
Na początek definicja:
„makaronizm – obcy (zwł. łaciński) wyraz, zwrot, wpleciony w tekst pisany w jęz. ojczystym (rozpowszechnione w lit. pol. XVII i XVIII w.)” [cytat ze „Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego].
Zerkając do Wikipedii, słowo „makaronizm” występuje w kategorii „Zapożyczenia językowe”. Znajdziemy tam wiele mówiące hasło – Japonizm. Znajdziemy także sporo słów, które każdy z nas zrozumie, takie jak sportowe: karate, aikido, judo (chociaż kyudo zapisano dziwacznie – kiudo); historyczne: harakiri/seppuku, kamikaze, siogun (do niedawna zapisywane szogun). Co ciekawe, nie ma tam wzmianki o słowie gejsza/geisha/geisia (bo patrząc na szoguna tak by można je zapisać), zaś słowo mikado (oznaczające Cesarza) nie ma jeszcze wytłumaczenia.
Dzisiaj ukujemy nowe pojęcie, mianowicie ryżyzmy. W odróżnieniu od japonizmów, które dla wszystkich lub dla większości są (a przynajmniej powinny być) zrozumiałe bez objaśnień, ryżyzmy sprawiają, że na twarzach słyszących je osób pojawia się grymas zdziwienia i konsternacji. Jak zatem scharakteryzować można ryżyzm? Najprościej rzecz ujmując, będzie to japońskie słowo, wtrącenie, o nieznanym dla ogółu znaczeniu, wplecione w zdanie w języku polskim.
Dlaczego w ogóle taki temat? Obracając się w kręgu japonistycznym często mam okazję słyszeć różne japońskie wtrącenia, które nie zawsze – dla mnie i tylko dla mnie – brzmią ok. Rozumiem, że mogę być przewrażliwiony. Ale czy nie zalewa Was krew kiedy słyszycie „Jadę tubą do swojego dżoba”? „Jurki za owertajmy” też są dobre, ale my nie o języku angielskim tu piszemy (przy okazji polecam lekturę artykułu „Polak buntuje Irlandię”, który można jeszcze gdzieś znaleźć na sieci, zaś oryginał ukazał się w papierowym wydaniu Dużego Formatu). Nie potępiam kolegów, którzy (nad)używają ryżyzmów, po prostu czasem osiąga to absurdalne rozmiary.
Spójrzmy razem na kilka przykładów, ale żeby było ciekawie, nie podam od razu znaczenia użytych – pogrubionych – wyrazów. Proponuję małą zabawę. Czytając zdania chciałbym, żebyście spróbowali zgadnąć znaczenie ryżyzmów w nich użytych. Ci z Was, którzy japoński liznęli w mniejszym lub większym stopniu mogą nie czerpać ze zgadywania tak dużej przyjemności jak ci, którzy zobaczą te słowa pierwszy raz na oczy. Wytłumaczenie słów będzie na końcu tekstu, a Wy możecie dzielić się swoimi „strzałami” w komentarzach, do czego zachęcam. Oto ryżyzmy w czystej, autentycznej postaci^^
Kolega zrywający się wcześniej z imprezy: Muszę iść do kanojo.
Rozmowa ze znajomym przebywającym kilka lat w Japonii: Z pracą [w Japonii] jest ciężko, bo w Japonii jest teraz fukeiki.
A teraz wyjątki z rozmów ze znajomym, który zjaponizował się chyba bardziej niż Feliks Jasieński^^
Mam na jutro dwa sakubuny do zrobienia.
Nie zrobiłem ani jednego kikitori i dokkaia.
Coś, co mnie zabiło, a żeby ułatwić nieco zadanie zgadującym, dwie poniższe kwestie odnoszą się do „związków” (w sensie bycia z kimś):
Słyszałem, że prowadzisz enkyori renai.
I dalej, kontynuując ten wątek:
Kurczę, fajnie macie [ze swoją dziewczyną] bez jisa (w ogóle nie załapałem wtedy o co chodzi, chociaż słowo jest mi dobrze znane).
Ja mam w domu syf aikawarazu więc nikogo nie zapraszam.
Jedziesz na gasshuku?
Czasem jednak ryżyzmy potrafią rozbawić, czego dowodem jest ta oto prawdziwa scenka:
Impreza, sporo zaproszonych osób, z różnych kierunków studiów. Nagle zjawia się spora grupa japonistów, wpuszczanych przez jedną dziewczynę. By zachęcić ich do szybszego wchodzenia, woła:
-Hayaku, hayaku!
Na co oburzony młodzieniec, nieznający zbytnio japońszczyzny, zrywa się z miejsca i krzyczy:
- Twoja stara hayaku!
Tym oto ciekawym akcentem kończymy dzisiejszy wpis. Jeszcze tylko mały słowniczek, a Was proszę o podzielenie się swoimi domysłami, na temat tychże ryżyzmów. A może Wy spotkaliście się z jakimiś przykładami? Koniecznie o tym napiszcie!
Wyjaśnienie użytych słów:
Kanojo (wym. kanodzio) – dziewczyna; ona
Fukeiki –kryzys, recesja
Sakubun (l.m. sakubuny:) – wypracowanie
Kikitori – rozumienie ze słuchu; słuchanka
Dokkai – czytanie, ćwiczenie czytania; czytanka
Enkyori ren’ai (tu prawidłowy zapis) – związek na dużą odległość
Jisa (wym. dzisa) – różnica czasu
Aikawarazu (wym. aikałaradzu) – jak zawsze, jak zwykle, bez zmian
Gasshuku (wym. gaśsiuku) – zjazd, zlot; wyjazd mający na celu wspólne mieszkanie i ćwiczenia
Hayaku (wym. hajaku) – szybko; wcześnie
Ostatnio pomagam odrobinę mziabowi porównując jego tłumaczenie Harvest Moon z oryginalnym, japońskim tekstem. Mimo że było to „tłumaczenie tłumaczenia”, tak całość prezentuje się świetnie. Mam wręcz wrażenie, że mziab zrobił to wszystko w oparciu o japoński tekst.
Jest jednak coś, co nie znalazło się w angielskim tekście. Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy wchodzicie do swojego ulubionego baru, zamawiacie swój ulubiony alkohol, a tam zamiast niego dostajecie… sok.
Wszelkie odniesienia do alkoholu w SNESowym Harvest Moon zostały pozamieniane. Na co? Rzućmy wspólnie okiem na przykłady jakie dla Was przygotowałem. Jeśli chcecie, po zapoznaniu się z tym wpisem zapraszam do wyrażania własnych opinii, dlaczego tak właśnie zrobiono.
I „How to make berry juice” – tu mamy tekst angielski
„Jak robić sok z jagód”- tutaj tłumaczenie na podstawie angielskiego skryptu
『木ノ実酒の作り方』- tekst japoński (a więc oryginalny)
„Jak zrobić alkohol z owoców” – a tutaj moje tłumaczenie z japońskiego (podglądając jak poradził sobie z daną kwestią mziab, żeby porównanie miało ręce i nogi; każde z tych zdań można oczywiście przetłumaczyć na kilka sposobów).
II It’s my home made fruit juice. Do you want it?
Zrobiłam ten sok z owoców. Chcesz się napić?
私がつくった特せいの木ノ実酒よ。いかが?
Zrobiłam ten alkohol z wyjątkowych owoców. Chcesz się napić?
III It’s the berry juice I made last year. It’s one of the gifts from the earth. Want to try?
To sok jagodowy, który zrobiłam rok temu. To jeden z darów natury. Spróbujesz?
去年つけておいた木ノ実酒よ。これも大地のめぐみよね。いかが?
To alkohol, który zrobiłam rok temu. To [także] jeden z darów natury. Spróbujesz? [Dziwię się więc, że w Polsce nie obchodzimy Dionizji]
IV It’s the wild grape juice. It’s sweet and good. Want to try?
To sok z dzikich winogron. Jest dobry, słodki. Spróbuj!
やまぶどうのお酒なの。甘くておいしいわよ。どう?
To alkohol z dzikich winogron. Jest dobry, słodki. Spróbuj!
V It’s the 3 year old berry juice. Smells good, huh?
To sok jagodowy sprzed 3 lat. Pachnie dobrze, prawda? [Tak, każdy lubi trzymać kilkuletnie soki]
うふふ、3年物の木ノ実酒なのいい香りでしょ。
To alkohol z owoców, sprzed trzech lat. Pachnie dobrze, prawda?
VI It’s my grandpa’s favorite juice.
To ulubiony sok mojego dziadka.
おじいちゃんの好きなお酒なの
To ulubiony alkohol mojego dziadka. [Oj, dziadek sobie chyba lubił chlapnąć… soczku^^]
Tuż po powyższym następuje:
VII What? Can’t you drink my juice!?
Że co? Nie możesz go wypić?!
なあに?私のお酒が飲めないってゆうの!?
Że co? Nie możesz wypić mojego alkoholu!? [No tak, jak nie obalimy wspólnie kielonka, to będzie wbrew zwyczajom^^]
VIII Bring me more juice!
Proszę więcej soku! [Smakosz^^]
酒もってこーい!
Przynieście więcej procentów! [Przecież po dniu ciężkiej pracy lubimy odreagować przy szklance soku Hortex]
IX This is a cake fulled with berries.
To ciasto nadziewane jagodami.
お酒につけた木ノ実がたっぷり入ったパウンドケーキよ。
To ciasto nadziewane jagodami, których używam też do robienia alkoholu.
X Is the prize juice?
Czy nagroda to sok?
覚品は酒か?
Czy nagroda to alkohol? [W sumie, jaka to różnica^^]
XI That’s Eve’s home made berry juice.
To sok jagodowy roboty Eve.
それは、イヴがつくってる木ノ実酒さ。
To alkohol roboty Eve. [Bo na wsi kobieta też musi sobie radzić]
XII Eve brought that juice here, saying „drink it with your grandfather.”
Eve przyniosła tu ten sok i powiedziała „wypij go ze swoim dziadkiem.”
そのお酒はイヴちゃんが持ってきてくれたんだ。じいさんと飲んでくれってね。
Eve przyniosła tu ten trunek i powiedziała „wypij go ze swoim dziadkiem.” [Rozpijanie młodszych i starszych]
XIII Howdy! Why don’t you have a juice party at home sometimes?
Siema! Czemu nie zrobisz sobie czasem imprezy koktajlowej?
おう!たまには家で酒もりでもしようぜ!
Siema! Czemu nie zrobisz sobie czasem jakiejś libacji? [Oj, wiecie o co mi chodzi :)]
XIV This is the last juice to drink seeing snow this year. Well, we can drink juice again seeing flowers soon.
To ostatni sok w tym roku, który można wypić patrząc na śnieg. Niedługo będziemy pić sok patrząc na kwiaty.
雪見酒も終わりだな!ま、すぐ花見でいっぱいできるけどな!
[Chyba wiecie, w czym tkwi różnica? :)]
XV Ah, things like temperature of this place make it suitable for making berry juice.
Ach, temperatura i inne rzeczy czynią to miejsce świetnym miejscem do wyrobu soku z jagód.
んーここって温度とか木ノ実酒つくるのにぴったりね。
Ach, temperatura i inne rzeczy czynią to miejsce świetnym miejscem do wyrobu alkoholu. [Bo to bardzo ważne, żeby „sok” miał gdzie leżakować]
XVI This one is wild grape juice. This is bayberry, and this is cowberry. My uncle gave them to me. I want to share them with other people if possible.
To sok z dzikich winogron. Ten jest z białej porzeczki, a ten z dzikich jagód. Dostałam je od wujka. Jeśli możliwe, chcę się nimi podzielić z innymi.
Jest to już przedostatni przykład, zapewne każdy byłby w stanie odpowiednio zmienić „to co trzeba”. Na koniec jednak zostawiłem mojego faworyta:
XVII I hope my dad stays healthy at all times.
Oby mój tato był zawsze zdrowy.
とうさんが飲みすぎて体をこわしませんように……。
Żeby tata nic sobie nie zrobił, kiedy się opije.
Zanim zaczniecie wieszać na mnie psy, że tak się wszystko zlało, miejcie na uwadze że nadal sprawdzam to i owo na blogu i niestety musi to tak póki co zostać. Chciałbym też w tym miejscu zaznaczyć, że z tłumaczeniami mziaba mam do czynienia od jakiegoś czasu i stoją na bardzo wysokim poziomie. Jako tłumacz dogłębnie analizuje gry za które się zabiera, dzięki czemu po miesiącach jego wysiłków otrzymujemy pełnowartościowe spolszczenie, pod każdym względem. To co dzisiaj przedstawiłem tak naprawdę nie ujmuje jego pracy, pokazuje tylko, na ile pozwolić sobie mogą tłumacze. Czy to źle, czy dobrze? Zapraszam do dyskusji! Pamiętajcie, że bywają gry gdzie ingerencja tłumaczy potrafi być znaczna, ale o tym „kto, co i gdzie” dowiecie się w przyszłości.
Jako że moje umiejętności techniczne nie są na wysokim poziomie, mój wkład w powstawanie jakiegokolwiek projektu może ograniczyć się do samego tłumaczenia tekstu – co ma swoje plusy oczywiście (nie stresuję się, że coś spieprzę, technikalia natomiast zostają na głowie osób kompetentnych:). Jeśli w grę wchodzi zaś tłumaczenie z japońskiego, a sama gra nie korzysta z jakiegoś ogólnie przyjętego standardu, należy samemu zrobić sobie tablicę znaków, żeby dało się „wyciągnąć” tekst i by móc przystąpić do przekładania „krzaków” na „nasze”.*
Otóż opowiem Wam – i pokażę – jak wygląda takie tytułowe „rozpoznanie”, na trzech ciekawych przykładach. Z tego też miejsca zapraszam do lektury!
Co nam będzie potrzebne? To zależy przede wszystkim od naszych „japonistycznych” umiejętności. Po trzech latach studiów można przyjąć, że jest się w stanie przeczytać około 1200-1500 znaków (kanji), jest to ilość naprawdę wystarczająca. Właściwie do im młodszego gracza kierowany jest dany tytuł (mając na względzie tylko i wyłącznie japoński rynek), tym mniej kanji wykorzystuje. Z kolei im bardziej skomplikowany tytuł (lub po prostu skierowany do starszego odbiorcy) tym znaków używa więcej. [Przy okazji ciekaw jestem, jak wygląda sprawa gier pokroju Trauma Center, gdzie do czynienia mamy ze specjalistycznym, medycznym słownictwem więc możliwe jest, że i znaki pojawiające się w tekście są z „wyższej półki”] Jest jeszcze jedna rzecz o której trzeba pamiętać. Starsze gry ze względu na techniczne ograniczenia niekiedy zawierały małą ilość kanji (albo nie było ich wcale), przez co przez większą część gry naszym oczom ukazywały się dialogi w większości zapisane kaną (kana jest to określenie dwóch sylabariuszy japońskich, które nazywają się hiragana i katakana).
Jeśli japońskiego uczyliśmy się „hobbystycznie”, możemy skorzystać z czegoś co nazywa się OCR. Jest to (w nas interesującym przypadku) oprogramowanie pozwalające rozpoznać zapisane znaki i „zrzucić” je do odpowiadającego nam formatu. Nie zawsze jednak jest taka możliwość (jakość pliku z jakiego trzeba „sczytać” może być zbyt kiepska), a i tak na końcu trzeba przejrzeć, czy nie wkradł się gdzieś błąd. Czynnik ludzki w tym przypadku sprawdzi się chyba najlepiej, chociaż i my nie jesteśmy nieomylni (ale o tym będzie dalej w tekście).
Poza wyżej wymienionym sposobem jest możliwość sprawdzania każdego znaku w słowniku (najlepiej w takim, w którym możemy pisać – DS sprawuje się wtedy idealnie), ale tu i tak wymagana jest znajomość kany, żeby później można było te znaki wpisać do pliku tekstowego. Nie muszę Was chyba przekonywać, że znajomość jak największej ilości kanji jest tu mile widziana. Poza tym takie „rozpoznawanie” jest fajną powtórką, zawsze może trafić się znak którego odczytu i znaczenia zapomnieliśmy, a jest to kolejna okazja do przypomnienia sobie wyglądu, czytań, itp.
No ale dobrze, przejdźmy do konkretów. Jak zawsze będę miał dla Was garść obrazków, więc nie wypalicie sobie oczu samymi literkami^^
Zacznijmy od czegoś prostego:

Jest to fragment japońskiej czcionki z pierwszej części Final Fantasy na konsolę NES.
Akurat w tym przypadku gra korzystała tylko i wyłącznie z kany, więc sprawa rozbijała się o wklepanie w Wordzie kilkudziesięciu znaczków. Jak to się odbywa? Normalnie. Zmieniam język z polskiego na japoński i wpisuję :) Z ciekawostek: do „moich” znaczków i tak wdał się błąd, który wykryłem dopiero po otrzymaniu gotowych dialogów. Co to było? Nic wielkiego, jeden znaczek zamiast zapisać w hiraganie zapisałem w katakanie, co od razu rzuciło się w oczy podczas czytania tekstów.
No ale jak napisałem, jest to dosyć prosty pod tym względem „projekt”. Co się dzieje, kiedy do akcji wkraczają znaki? Ano to:

Jest to japońska czcionka ze SNESowej gry Harvest Moon. Niby gra „o rolniku”, a zobaczcie, jak dużo w stosunku do pierwszej części FF się tego zrobiło! W tym przypadku, kiedy do rozpoznania mamy więcej niż „tylko” kanę, należy być szczególnie ostrożnym. Niektóre znaki bowiem z daleka potrafią wyglądać na bardzo podobne, albo zwyczajnie człowiek się zagapi i znak skojarzy mu się z czymś innym. Jakieś przykłady? Proszę bardzo:
猫 描 待 持 老 考 電 雷
To tylko kilka znaków, niektóre może faktycznie „na wyrost”, ale kiedy oko jest już zmęczone, bo „krzaków” jest pokaźna ilość i siedzi się nad nimi drugą czy trzecią godzinę, potrafi się człowiek pomylić. Tego typu błędy wychodzą jednak najczęściej podczas czytania tekstu, kiedy widzimy, że „to co wystaje poza znak” nie powinno tam być.
Dla zainteresowanych, tak wygląda fragment tekstu z Worda, wpisany w oparciu o powyższy obrazek:

Na sam koniec możecie przyjrzeć się plikowi z czcionką z gry na PS2, Okami:

Sami oceńcie, dużo tego, mało? W przypadku tego projektu, jeśli mnie pamięć nie myli, trzy znaki „udało się” rozpoznać źle, co – jak wspomniałem wcześniej – wyszło w trakcie czytania japońskiego tekstu. Pracy było na jakieś cztery godziny, jeśli dobrze liczę (ale było to taaaaak dawno^^). Pamiętajcie też, że nie tłucze się tego non stop, człowiek musi sobie herbatą dogodzić podczas tak „żmudnej i wyczerpującej” pracy :) Jeśli ktoś chce, może przeliczyć „krzaki” w każdym z tych obrazków.
Najczęściej jest tak, że nie trzeba (na szczęście) rozpoznawać wszystkich znaków z tak zwanego „jouyou kanji”, w skład którego wchodzi 1945 znaków (są to „znaki codziennego użytku”). Wynika więc z tego, że znajomość około 1000 znaków powinna wystarczyć do grania w większość gier po japońsku (czysto teoretycznie oczywiście, można bowiem znać „nie ten tysiąc co trzeba” :).
No dobrze, znaki rozpoznane, wpisane, głowa boli ;) Co się dzieje z takim plikiem dalej? Odsyłam go do osoby odpowiedzialnej za stronę techniczną projektu. Po jakimś czasie otrzymuję gotowe dialogi i nic tylko zacząć tłumaczyć^^ Pod warunkiem, że gdzieś po drodze nie popełniłem błędu, który niekiedy może naprawdę kosztować nas masę czasu (sprawdzanie w różnych słownikach elektronicznych, papierowych, Google, znajomi ;). Samo jednak rozpoznanie znaczków nie jest jakimś wymagającym zadaniem. Dla początkującego tłumacza (za jakiego się uważam, a już zwłaszcza w kwestii tłumaczenia z japońskiego) schody zaczynają się później, ale i o tym będzie okazja przeczytać w przyszłości.
To tyle na dziś. Dziękuję za uwagę^^
*Do powstania tego tekstu przyczynił się mziab, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, próbował on także wytłumaczyć mi „po co” robi się takie rozpoznanie (z technicznego punktu widzenia), jak to działa itd. Jednak sam nie jestem w stanie opisać tego, co się dzieje między zakończeniem „rozpoznania” a momentem, kiedy gotowy tekst japoński ląduje w pliku tekstowym.
Jak być może zauważyliście, na samej górze dodałem dział „Plany” – możecie rzucić okiem, czym chciałbym się zająć w najbliższym czasie.
Wiedzcie, że gromadzenie materiałów może trochę potrwać (obecnie mam kilka rzeczy z FFX i to najprawdopodobniej poleci pierwsze).
Poza materiałami z gier będą jeszcze inne ciekawe, zabawne rzeczy^^
Na weekendzie spodziewajcie się nowego tekstu^^
Jeśli macie jakieś pytania, lub chcielibyście poczytać o czymś (jakieś konkretne tytuły, fragmenty – może ktoś jest w stanie sam podrzucić odpowiednie teksty do porównania – japońskie i angielskie, ewentualnie polskie) proszę pisać w komentarzach!
Kwiecień 16th,2010
Ogłoszenia |
No Comments
Wyobraźcie sobie, że chcecie przetłumaczyć książkę. Ok., ale nie możecie pisać tyle, ile Wam się żywnie podoba. Musicie zmieścić się w takim limicie znaków, w jakim zapisany jest oryginał (lub tekst, na jakim pracujecie). Chyba nikt z nas nie dałby się namówić na pracę w takich warunkach. Gry niestety rządzą się innymi prawami i bez dobrego „technika” możemy pomarzyć o teoretycznie dowolnej możliwości wydłużania zdań. Na szczęście jest to bolączka coraz mniejszej ilości projektów amatorskich, profesjonalne zaś nie mają takich ograniczeń. Jedno z tłumaczeń przy których obecnie pomagam nie pozwala mi rozwinąć zbytnio skrzydeł, właśnie przez wspomniany wcześniej mankament. Jak można w takich warunkach pracować? Ano jakoś można, a niekiedy efekty są naprawdę ciekawe, jednak nagimnastykować trzeba się co niemiara.
Pomyślałem, że pokażę tutaj z czym to się musiałem tak bardzo męczyć ^^
O ile coś takiego nie jest problemem:
Who are you?
Kim jesteś? [no, tu wielkiego pola do popisu nie ma]
O tyle takie zdania potrafią sprawić, że człowiek zastanawia się, na ile jest w stanie skrócić tekst, by miało to ręce i nogi [tekst polski będzie podany od razu pod tekstem angielskim, by widać było długość zdań].
Meon was no match for Tsubasa.
Meon nie był dla Tsubasy żadnym przeciwnikiem.
Meon był nikim dla Tsubasy.
Meon nie był dla Tsubasy XXXX.
O ile nad pierwszym polskim zdaniem można jeszcze pomyśleć (żadnym -> godnym; zmienić szyk), o tyle długość angielskiego tekstu nie pozwala zbytnio poszaleć (stąd propozycja druga wydaje się być dość rozsądna). Ostatnie zdanie to wynik dosłownego liczenia znaków tekstu angielskiego (jest ich 30) i po próbie ubrania tego dość sensownie w słowa, wychodzi na to, że na określenie, kim Meon nie był dla Tsubasy mamy całe cztery znaki. W ostateczności przeszłaby propozycja znajomego, który rozgoryczony potraktował je następująco:
Meon był dla Tsubasy ch*jem.
Można? Można^^
Kolejny przykład, jak można spróbować zgrabnie wyjść z „ograniczenia”:
Nei’s dribble is great and so are Toninho’s shots.
Nei świetnie drybluje, a Tininho kopie.
Nei świetnie drybluje, a Toninho strzela.
O ile pierwsze polskie zdanie jest takie trochę dziwne, o tyle ostatnie chyba brzmi całkiem rozsądnie.
Mimo wszystko angielski tekst nie jest taki zły. Zobaczmy, co z takimi ograniczeniami bylibyśmy w stanie zrobić tłumacząc z japońskiego ^^
Pozwolicie, że popracujemy na jednym obrazku, dla przejrzystości (tłumaczenia podawane obok oryginalnych nazw traktujcie z lekkim przymrużeniem oka – powstały one jednak ze znaczeń tych konkretnych znaków). Gra z jakiej zaczerpnąłem screen to Blood of Bahamut na DSa. Uwaga: przyda się zainstalowana japońska czcionka!

氷太刀無銘 – Wielki Nieinkrustowany Lodowy Miecz
Oczywiście na nasz (mój przynajmniej) chłopski rozum, mając 5 znaków mógłbym tam wsadzić samo słowo „miecz”; ale wiadomo, że w grze nie ma jednego rodzaju miecza, więc co? „Lód„? Może „Lodow„?
Patrząc niżej, do wykucia tego, potrzebny nam inny miecz, ten na szczęście ma „aż” 6 znaków:
青銅太刀昇龍 – Wielki Brązowy Miecz Wzlatującego Smoka
Z taką ilością wolnego miejsca to dopiero można szaleć. Niestety wiele mówiący „BrąSmok” się nie zmieści – jeden znak za mało, więc może po prostu „Smoczy„? Świetnie! Pozostaje mieć nadzieję, żeby był to jedyny „smoczy” miecz w grze…
石獣の口 – Usta Kamiennej Bestii [w domyśle: Usta Kolosa]
Tu na szczęście nie mam problemu z zaproponowaniem dobrej nazwy – „Japa”, ewentualnie „Wary”.
石獣の右手 – Prawa Ręka/Prawica Kamiennej Bestii
Pięć znaków daje mi pole do popisu: „Kikut”. No przecież ma dwie łapy, więc czy to lewy kikut, czy prawy, wszystko jedno…
No powiedzcie sami, czy to nie brzmi dobrze? Do wykucia „Lodowa” potrzebne dwa „Smocze”, sześć „Jap” (lub „War”) i cztery „Kikuty”. No i jeszcze jakiś lodowy gem w liczbie 5, ale kto by tam się przejmował^^
Już nawet dam sobie spokój z pisaniem o tych „trzyznakowcach”, z których jeden znaczy „ilość posiadanych sztuk” a drugi „ilość potrzebnych sztuk”. No chyba że zadowalałoby nas napisanie:
MAM – CZA (skoro „trza” się nie zmieści, a o „trzeba” czy „potrzeba” można pomarzyć).
Jak napisałem we wstępie, ograniczone miejsce nie jest już problemem. Dzięki takim specjalistom jakich mamy na scenie możemy sadzić prawdziwe wypracowania, dawać upust swoim pisarskim żądzom i tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć! Powiedzenie „tak krawiec kraje jak mu materiału staje”, które w naszych warunkach mogłoby brzmieć „tak tłumacz tłumaczy póki ROM się nie wykrzaczy”, można więc uznać prawie za nieaktualne.
Witam na moim blogu poświęconym… No właśnie, czemu?
Bez zbędnego lania wody napiszę w kilku słowach, czego można się tu spodziewać.
Przede wszystkim chciałbym zaprezentować różnego rodzaju tłumaczenia, przykłady, cytaty, a także sytuacje w jakich dane mi było się znaleźć, a które – według mnie – będą bardzo dobrze pasować do charakteru tego miejsca. Jako że mam możliwość zaglądania także do japońskich tekstów, powinienem być w stanie wrzucać tutaj jakieś ciekawe porównania, przykłady dobrych i złych tłumaczeń – najczęściej z gier (ale nie tylko). Być może chcielibyście zobaczyć także zestawienie w przypadku, gdy dostępne mamy też spolszczenie (wtedy moglibyśmy prześledzić drogę jap -> ang -> pol)? Czemu nie, razem możemy zastanowić się, czy często „tłumaczenie tłumaczenia” odbiega od oryginału i jak dużo zostaje dodane na danym etapie prac.
No… To chyba tyle, reszta wyjdzie w praniu. Nie obiecuję codziennych aktualizacji, jednak mam nadzieję, że znajdziecie tu czasem ciekawą lekturę do poczytania. Ja zaś postaram się dostarczać dobrych jakościowo wpisów.
Zaglądajcie, czytajcie i jeśli chcecie – komentujcie!
Kwiecień 10th,2010
Ogłoszenia |
2 Comments